November 24, 2014

Nowości pielęgnacyjne z ostatnich trzech miesięcy

Od kilku dni próbuję zrobić jakieś sensowne zdjęcia, ale jest za ciemno i mój stary aparat też mi w tym nie pomaga. Po kilkunastu próbach stwierdziłam, że w dzisiejszym wpisie kolory nie są zbyt ważne, gdyż dzisiaj chciałabym Wam pokazać nowości pielęgnacyjne z ostatnich trzech miesięcy.

Włosy


Klorane suchy szampon na bazie mleczka z owsa

Nigdy nie miałam nic z Klorane, więc kilka miesięcy temu skusiłam się na promocyjną cenę i kupiłam ten suchy szampon. Nie dosyć, że zostawiała mnóstwo białego pyłu, to jeszcze z włosami nie robi nic. Beznadziejny. Idzie do kosza.

Psssst! suchy szampon

Mój ulubieniec. Zostawia troszeczkę białego pyłu, dużo mniej niż Batiste, przez co skradł moje serce. Minusem jest jego dostępność w Polsce, ale już wiem, że muszę zrobić zapasy, a Batiste już raczej nigdy nie kupię:)

Collistar maseczka CC do włosów w kolorze brązowym (hazel brown)

Maseczkę zgapiłam od Leśnego Runa:) Wzięłam kolor brązowy, mimo, iż moje włosy są ciemnobrązowe, bo bałam się, że ten ciemniejszy będzie za wiśniowy, a mi w takim nieładnie. Nie wiem, czy za długo ją trzymałam, czy tak powinno być, ale trochę mi przyciemniła włosy, co mi się średnio podobało, w końcu 6 miesięcy 'zdejmowałam' ciemny kolor i wolałabym, żeby moje włosy już nigdy nie były czarne:) Trochę brudzi ręce i twarz;) W Internecie czytałam, że ciężko schodzi ze skóry, więc można powiedzieć, że zamarłam po aplikacji, gdy przejrzałam się w lustrze i zobaczyłam swój brudny nos;) Nastawiłam się na tarcie sokiem z cytryny, a wszystkie plamy zeszły po przetarciu samą wodą. Dobrze sobie radzi z odrostami. Myślę, że to to idealny produkt dla kogoś, kto chce sobie delikatnie zmienić kolor włosów albo po prostu wydłużyć czas między farbowaniami. Utrzymuje się kilka myć. Nie barwi ubrań ani poduszek:)

Not Your Mother's Knotty To Nice Conditioning Detangler

Moje włosy się nie plączą, ale byłam ciekawa tej firmy już od dłuższego czasu, więc gdy tylko miałam okazję, postanowiłam ją wypróbować. Jest to 'odplątywacz' włosów, który aplikujemy na odżywkę. Nie spłukujemy go. Nie obciąża włosów, lekko je nabłyszcza. Ja go raczej rzadko stosuję, bo u siebie nie widzę dużej różnicy, ale moja koleżanka walczy z plączącymi się włosami i jest nim zachwycona. Raczej ponowie go nie kupię.

Bumble&Bumble BB Hairdresser's Invisible Oil Primer

Kolejny ulubieniec. Na mokrych włosach pachnie średnio (zbyt waniliowo), za to na suchych ten zapach nie jest już tak intensywny:) Bardzo wygładza włosy, nabłyszcza, do tego chroni przed ciepłem suszarki. Szkoda, że nie jest tak wydajny, jak Thickening spray, ale i tak mam zamiar kupić duże opakowanie.

John Frieda Full Repair Repairing Oil Elixir

Moje włosy się strasznie puszą, więc zawsze muszę nakładać jakiś olejek. Tutaj widać zużycie dwumiesięczne, używany co drugi dzień, jest bardzo wydajny. Największą różnicę w moich włosach widzi mój fryzjer:) Od kilku lat podcinam końcówki co 10 tygodni. Jakiś czas temu najpierw ja byłam chora, potem mój fryzjer był chory i w końcu zawitałam do fryzjera dopiero po 14 tygodniach i żadne końcówki nie były rozdwojone. A muszę dodać, że moje włosy nie wyschną bez suszarki, więc je co drugi dzień katuję. Dla mnie wystarczającym efektem jest to, że trochę ujarzmia moje włosy i lekko je nabłyszcza.

Twarz


The Body Shop rumiankowy balsam do demakijażu

Podobno to tańszy odpowiednik balsamu Clinique Take The Day Off. Dla mnie TBS jest lepszy, nie zapycha, pachnie trochę lepiej [nie mogę znieść zapachu Clinique TTDO, wiem, jestem jedyną osobą, której ten zapach (niektórzy uważają, że nie ma zapachu) przeszkadza, ale nadwrażliwość węchową i mnie trochę drażni). Zmywa tusz do rzęs lepiej niż Clinique. Jest tańszy - 49 zł za 90ml, Clinique 145 zł za 125ml. Jedyny problem z dostępnością. Dla mnie pozostaje Allegro.

Acure olejek Marula

Poleciła mi go koleżanka, która używa go plamy AZS. Na te się nie sprawdza, ale za to nałożony na całą twarz idealnie ją nawilża a rano moja twarz nie jest tak mocno zaczerwieniona. Jest bardzo wydajny, u mnie się nie wchłania, ale u mnie się nic nie wchłania:) Od kiedy go używam (ponad miesiąc), nie musiałam nakładać kremu nawilżającego.

Ziaja liście zielonej oliwki oliwkowa woda tonizująca z wit. C

Dlaczego ją kupiłam? Oczywiście z powodu witaminy C. Ma dosyć intensywny zapach, który jest tak ładny, że mogłabym mieć takie perfumy. Jeżeli ktoś zna perfumy o takim zapachu, proszę napisać ich nazwę w komentarzu:) Ten zapach jest dosyć intensywny, dlatego trochę bałam się nałożyć go na twarz. Nie mam dobrego doświadczenia z produktami Ziaji do twarzy, ale w końcu się odważyłam. Oczywiście używam jej jako toner, gdyż nie znoszę sobie niczym spryskiwać twarzy. Skóra momentalnie jest gładka, pory ściągnięte a zaczerwienienia znikają. Używam jej dwa razy dziennie od jakiegoś miesiąca, do tej pory nie ma podrażnienia, więc myślę, że raczej go nie będzie:) Minus? Opakowanie. Powodzenia w spryskiwaniu swojej twarzy/ciała/płatka kosmetyczna, gdy Twoja ręka jest chociażby minimalnie wilgotna. Butelka się przesuwa, atomizer nie chce działać i trzeba ją o coś oprzeć, by zadziałała. Poza tym bardzo polecam.

The Body Shop masażer twarzy

Masuje się nim codziennie wieczorem od kilku miesięcy, do tego w ostatnim czasie zaczęłam też używać go rano. Z powodu moich problemów z tarczycą budzę się z obrzękami, a ten przyrząd bardzo mi pomaga w moim codziennym masażu limfatycznym. Wieczorem używam go z olejkiem Marula. Widzę różnicę w zmniejszeniu ilości obrzęków a kremy i olejki trochę szybciej się wchłaniają.

Ciało


Suche olejki do ciała Dove - shea butter and warm vanilla i pistachio cream and magnoliga

Trochę się za nimi nachodziłam, ponieważ wygląda na to, że w Poznaniu są tylko w jednym Rossmannie. W końcu je dorwałam, 35,99 zł za 100 ml (trochę drogie) i przystąpiłam do testów. Jestem zachwycona pistacjowym żelem pod prysznic z Dove, stąd miałam nadzieję, że ten olejek będzie pachniał tak samo. Niestety, czuć tutaj głownie magnolię, pistacja delikatnie wybija, ale czuć także parafinę/czysty olejek (tak samo jak w Clinique Take The Day Off). Prawie nikt tego nie czuje, dla mnie ten zapach tam jest. Olejek pistacjowy jest bardziej płynny, ten z masłem shea jest gęsty, nie jest przezroczysty (butelki na dole są przezroczyste, stąd widać, że olejek z masłem shea jest złotawy [ale drobinki nie są widoczne na ciele] a z pistacją jest zielony). Obydwa rozprowadzają się gładko, nie ściekają z palców. Bardzo szybko się wchłaniają! Aż sama się zdziwiłam:) Nawilżenie jest bardzo dobre, utrzymuje się bardzo delikatny zapach. Ku mojemu zdziwieniu, wybieram ten z masłem shea, ponieważ ten z pistacją ma ten dziwny glicerynowy ... [chciałabym powiedzieć, że posmak;)].

Ziaja krem do rąk z ceramidami i koncentratem lipidowym

Piękny zapach! Szybko się wchłania, nie pozostawia po sobie tłustej warstwy. Nawilżenie dobre, ale nie poradzi sobie z bardzo suchą skórą.

The Body Shop pink grapefruit krem do rąk

Kupiłam go tylko dlatego, że jest taki mały i się wszędzie mieści. Kosztuje 19 zł i pachnie dosyć intensywnie, ale dosyć szybko się ulatnia. Nawilżenie tak samo jak w przypadku Ziaji dobre, ale nie dla suchych rąk. Tutaj lepiej sprawdzi się hemp:)

November 20, 2014

Sephora Favorites Draw The Line

Hej :-)


Amerykańska Sephora ma w zwyczaju wydawanie co jakiś czas pudełek z ulubionymi produktami w wersjach podróżnych. Przeważnie są to tusze do rzęs, próbki perfum. Tym razem były to eyelinery. W pudełku były aż 4 eyelinery, które chciałam wypróbować, więc uznałam, że 30$ to idealna cena na testy.


W opakowaniu znajduje się sześć mini eyelinerów (w tym jednym dwustronny). Dwa z nich są w pisaku, reszta to eyelinery w formie kredki. Wszystkie były przeze mnie testowane bez żadnej bazy, jednakże muszę to przypomnieć, że moje powieki są ekstremalnie tłuste i nie ma cieni (nawet tych z najwyższej półki), które by się na nich trzymały, dlatego można uznać, iż eyelinery były testowane w ekstremalnych warunkach:)

Sephora Contour Eye Pencil 12hour wear waterproof Black Lace czarny

Miękki, trochę nawet za miękki, żeby narysować równą kreskę. Trochę się rozmazuje w trakcie noszenia, jego czerń jest średnia, co widać na zdjęciach. Utrzymuje się jakieś 5 godzin.


Marc Jacobs Highliner Gel Crayon Blacquer czarny

Jest to pierwszy eyeliner, który chciałam wypróbować. Zachęcona pozytywnymi opiniami, od dawna na niego polowałam i w końcu jest mój. W ramach ciekawostki powiem (pisałam o tym również na Instragramie), że ma również napis po polsku, a już w przyszłym roku ta firma będzie dostępna w Polsce! Tylko jeden eyeliner w kredce jest od niego ciemniejszy. Piękna, głęboka czerń. Nie rozmazuje się, utrzymuje się ponad 10 godzin, najdłużej ze wszystkich produktów. Minus? Brak załączonej temperówki.

NARS Larger Than Life Long Wear Eyeliner Via Veneto czarny

Najbardziej precyzyjna kreska ze wszystkich eyelinerów w kredce. Nie jest zbyt czarny, ale za to utrzymuje się również 10 godzin. Ma załączoną temperówkę. Moim dotychczasowym ulubieńcem jest jego starszy brat w kolorze 47th Street, mam także ten sam eyeliner w kolorze nude (na linię wodną) - obydwa pokazywałam tutaj.

Urban Decay 24/7 Glide On Eye Pencil w kolorach Rockstar (fioletowy) i Perversion (czarny)

Najbardziej czarny ze wszystkich eyelinerów. Byłam bardzo ciekawa tego produktu, ponieważ jest on bardzo zachwalany w Internecie, jednak dla mnie jego aplikacja nie jest zbyt precyzyjna, ponieważ jest zbyt miękki. Idealny będzie się nadawał do rozmazanej kreski. Czarny utrzymuje się 8 godzin, fioletowy 6.


Stila Stay All Day Waterproof Liquid Eye Liner dark brown

Bardzo ciemny brąz. Na początku miałam problemy z jego aplikacją, ponieważ jego końcówka jest dość twarda, jednak szybko doszłam do wprawy. Trzyma się przez cały dzień i jest idealny nawet dla takiego osoby jak ja, której trzęsą się zarówno ręce, jak i powieki (nie trzęsą się, drżą), do tego mam naturalnie podkręcone rzęsy a ten eyeliner ich nie skleja w trakcie aplikacji. Jestem zachwycona.

Kate Von D Tattoo Liner Trooper

Jedyną różnicą pomiędzy nim a Stila jest końcówka. Tutaj nie jest taka twarda, jednak na początku również z nią miałam problem. Także szybko doszłam do wprawy i szczerze mówiąc nie wiem, który eyeliner jest lepszy. Obydwa są świetne, można nimi rysować zarówno cienkie, jak i grubsze kreski. Można nimi malować pod różnym kątem, co jest dla mnie ważne, nie zacinają się i utrzymują się cały dzień.


Werdykt? Moim ulubionymi eyelinerem w kredce są dwa - Marc Jacobs i Nars. Nie mogłam wybrać jednego, ponieważ każdy ma swoje wady - Nars mógłby być czarniejszy, MJ mógłby rysować cieńsze kreski. Co do eyleinerów w pisaku, jestem zachwycona obydwoma i na pewno ponownie je zakupię.

Przypominam, że za pięć godzin kończy się rozdanie Tarte.

November 16, 2014

NARS Audacious lipstick in Anna

Jeżeli chodzi o szminki, nie mogę powiedzieć, że jestem stała w uczuciach:) Co jakiś czas zachwycam się nowymi produktami, które szybko stają się moimi ulubionymi. Moja najnowsza szminkowa miłość to Nars Audacious w kolorze Anna, który według producenta jest przydymioną różą, z czym się trochę zgodzę, ale wybija z niej też trochę fioletu. Mimo, że jest to mój ulubiony kolor, staram się unikać go na ustach, ponieważ w połączeniu z moją bladością, wygląda bardzo dziwnie.


Wykończenie satynowe, moje ulubione. Sprawia, że usta wydają się pełniejsze, do tego wygląda bardzo elegancko. Niesamowita pigmentacja już za jednym pociągnięciem, do tego trwałość, przez którą o razu pokochałam tę szminkę (a pod choinką znajdę drugą:) . Zamknięta w czarnym eleganckim opakowaniu z magnesowym zamknięciem. Jest to moja pierwsza szminka Narsa, czytałam jednak, że w starszych wersjach napis był biały, przez co się nieestetycznie ścierał, tutaj tego problemu raczej nie będzie. Mam swoje prawie matowe wykończenie z malutkim ale, szminka nie nawilża, ani też bardzo ust nie wysusza, jednak po jakimś czasie delikatnie je podsusza. Tak delikatnie, że prawie niezauważalnie, podejrzewam, że tylko osoby z tak wrażliwymi ustami (jak moje) to zauważą. A trwałość? Ostatnio na Instagramie zamieściłam zdjęcie kubka (lans czerwonym kubkiem ze Starbucksa;) ze śladami szminki. Pięć godzin i 21 minut wcześniej szminkę nałożyłam, w międzyczasie prowadziłam 3 godziny zajęć, jadłam, piłam i kompletnie o niej zapomniałam. Od kilku godzin nie czułam jej na ustach, myślałam, że po prostu ją 'zjadłam'. W Europie można ją kupić ze strony Narsa w cenie € 30,00.




Przypominam o rozdaniu tutaj :-)

November 7, 2014

200! Rozdanie!


(www.sephora.com)

Z okazji dwusetnego wpisu na moim blogu postanowiłam zorganizować malutkie rozdanie. Tym razem nagrodą jest zestaw dwóch mini produktów Tarte - słynny róż w kolorze Mirage i rozświetlacz w kolorze Fantasy. Zestaw został zakupiony przeze mnie, rozdanie jest otwarte dla moich wszystkich czytelników [zarówno 'starych', jak i nowych:)], ale nie będę tolerowała 'profesjonalnych' graczy, którzy zajmują się tylko braniem udziału w różnych rozdaniach na blogach. Rozdanie jest otwarte na cały świat :-) Zasady są proste. Należy wypełnić poniższą tabelkę. Co do wspomnienia o tym rozdaniu na swoim blogu - nie trzeba dodawać osobnego posta, można po prostu wspomnieć o nim przy okazji innego wpisu. Powodzenia:)

a Rafflecopter giveaway







This is English content

November 6, 2014

Makeup Revolution The One Foundation Shade 1

Na początku podziękowania należą się dla Leśnego Runa, która to powiedziała mi o tym produkcie. Wcześniej testowałam taki produkt z Elf, ale nie przypadł mi do gustu.


To biały podkład. Bardzo rzadki, trochę nawet za rzadki, który ma zadanie rozjaśnić nasz podkład nawet o kilka tonów. Jeżeli mnie znacie, to zapewne wiecie, że moja skóra jest dosyć jasna, do tego kłopotliwa, stąd mam odwieczny problem z podkładami. Do tego dochodzi moje umiłowanie do zakupów online, które czasami nie kończy się dobrze, tak jak całkiem niedawno, gdy kupiłam sobie podkład o kilka odcieni za ciemny, bo na swatchach w Internecie wyglądał jaśniej;) Byłam tym faktem bardzo zawiedziona, bo całkiem dobrze się zapowiadał i nie mogłam go nosić. Mowa tu o Yves Saint Laurent Ink Foundation, który recenzowałam tutaj. Z pomocą przyszedł mi właśnie podkład Makeup Revolution. Nakładamy nasz podkład na rękę, dolewamy trochę białego podkładu i mieszamy. Podkład nie zmienia konsystencji, jeżeli rozjaśniamy go o jakieś dwa odcienie. Ja rozjaśniam o jakieś 4;), więc mój podkład staje się jeszcze bardziej płynny, przez co traci trochę na kryciu i muszę go nałożyć troszeczkę więcej. Poza tym nie widzę żadnej różnicy. Nie zaczynam się szybciej świecić, nie widzę też dodatkowego zmatowienia. Wady? Jak wspominałam, jest bardzo rzadki. Spływa z ręki, można sobie z tym poradzić, szybko go mieszając. Ja jednak próbowałam zrobić zdjęcia i trochę mi uciekał. Kolejną wadą jest fakt, że za każdym razem wychodzi nam inny odcień. Jest to wada/zaleta, jednak gdy umieszamy na ręce za mało podkładu i chcemy go trochę dorobić, jest szansa, że odcień wyjdzie troszeczkę inny. Po kilku razach można już 'wyczuć' ile produktu potrzebujemy, więc ani się nic nie marnuje, ani niczego nam nie brakuje. Ja potrzebuję go sporo, dlatego czuję, że taka buteleczka starczy mi na maksymalnie na dwa miesiące. Na szczęście nie jest to drogi produkt, a za to jaki pomocny! Można go dostać w kilku polskich sklepach, które sprzedają produkty Makeup Revolution, za 20 zł (29ml). Oficjalna strona MURevolution również oferuje międzynarodową wysyłkę, podkład za 5 funtów, wysyłka chyba 4 (dlatego nam w Polsce bardziej opłaca się zamawiać go z polskich stron).

tu widać jak spływa;)


efekt końcowy

November 4, 2014

Empties #6 October 2014 / Zużycia #6 październik 2014


W tym miesiącu udało mi się zużyć kilkanaście produktów. Jak zawsze w większości są to produkty do ciała od których jestem uzależniona:) Nie ma dnia, żebym się czymś nie smarowała. Od kilkunastu lat codziennie wieczorem coś w siebie wcieram:-) Zapraszam!


1. Bielenda masło do ciała czekolada + karmel ujędrnianie

Nie zauważyłam większego ujędrnienia, ale skóra była gładka i bardzo dobrze nawilżona. Zapach jest przepiękny. Pachnie jak czekolada karmelowa Milki. Jest on dosyć intensywny, delikatnie wyczuwalny nawet po kilku godzinach. Kupię na pewno ponownie i z chęcią przetestuję inne zapachy z tej serii.

2. Perfecta Spa Pina Colada masło do ciała antycellulitowe

To już moje drugie pudełko tego masła, mimo, że tak strasznie narzekałam na jego zapach w jednej z postów ze zużyciami. Dlaczego mam drugie? Bo wtedy kupiłam po prostu dwa. Latem ten zapach mnie po prostu odrzucał. Teraz, gdy jest chłodniej, już mnie nie przyprawia o ból głowy, nadal jest jednak bardzo sztuczny i nie zakupię go ponownie. Poza zapachem, skóra bardzo dobrze nawilżona, nie zauważyłam antycellulitowego efektu.

3. Bielenda masło do ciała z awokado skóra sucha

Od kilku lat chciałam przetestować to słynne masło do ciała. Mimo, że moja skóra nie jest sucha, w końcu się na nie skusiłam. Kilka miesięcy czekał w kolejce i wreszcie postanowiłam je wypróbować, okres grzewczy delikatnie podsusza moją skórę. Pachnie ogórkowo (?) z domieszką awokado, nie jestem fanką takich świeżych zapachów, ale nie jest on duszący. Fakt, nawilżenie jest świetne, u mnie się jednak średnio wchłania, ale na pewno zimą do niego wrócę.

4. Farmona cukrowy peeling do ciała z brzoskwinią i mango

Pierwsze odkrycie - w Douglasie można go dostać taniej niż w Rossmannie. O ponad 3 zł. Zapach bardzo ładny, bardziej brzoskwiniowy niż mango. Ma dosyć ostre grudki, więc nie wiem, czy się nada do bardzo wrażliwej skóry. Zostawia bardzo delikatny filtr na skórze i dobrze nawilża (przynajmniej moją normalną skórę), więc nie trzeba po nim używać balsamu. Nie zostawia osadu na wannie.

5. Vaseline Spray&Go balsam do ciała w sprayu cocoa radiant

Po pierwsze, cena! 25,99 za taką małą buteleczkę, jak się później okazało, wcale nie taką małą, ale jednak. Trochę drogo jak na taką firmę. Kosmetyki tej marki znam od dawna, moją ulubioną wazelinę zawsze zamawiałam na Allegro. Teraz już są w Polsce:) Zapach przyjemny, kakaowy. Moja koleżanka używała go pod prysznicem i kazała ostrzec, że zostawia tłuste ślady, które są do tego bardzo śliskie i właśnie leczy siniaki:) Dlatego ja sobie aplikuję ten balsam? mleczko na dłoń i potem wcieram. Wchłania się niesamowicie szybko! Do tego nawilżenie jest całkiem przyzwoite. Na szczęście ma biały kolor (pamiętacie mój czekoladowy balsam, który zostawiał zacieki?). Przydaje się w leniwe dni, gdy nie chce nam się użyć balsamu, lub też na siłowni, basenie, czy po prostu, gdy nie mamy czas na porządne wchłonięcie się produktu. Ku mojemu zdziwieniu, to opakowanie starczyło na kilkanaście użyć. Na pewno kupię go ponownie, tym razem z aloesem:-)


6. Ziaja kremowe mydło do rąk herbata z cynamonem

Kupiłam dlatego, że uwielbiam cynamon. Niestety cynamonem nie pachnie, herbatą też nie, ale zapach ma bardzo przyjemny. Nie wysusza rąk, dobrze myje i nawet delikatnie je nawilża. Kupię ponownie.

7. Ziaja kremowe mydło z kaszmirem

Można używać jako żel pod prysznic lub płyn do kąpieli. Robi to co ma robić, nie wysusza skóry, dobrze się pieni, ale za to pachnie mocno wanilią, dla mnie za mocno, więc nie kupię ponownie.

8. Tresemme leave-in-spray heat protectant

Spray chroniący włosy przed gorącym powietrzem. Niestety muszę je suszyć, bo same nie wyschną nawet przez noc. Kiedyś myślałam, że ten spray nie działa, więc sobie kilka razy go odpuściłam, różnica była natychmiastowa. Delikatnie nabłyszcza włosy, sprawia, że się mniej puszą i są delikatniejsze w dotyku. W Polsce do dostania na Allegro. Starczył na kilka miesięcy. Kupiłam ponownie, tym razem inną wersję i chyba wolę jednak czerwoną, więc do niego na pewno wrócę.

9. Le Petit Marseillais Kwiat pomarańczy żel pod prysznic

Pisałam już o tych żelach. Pachną średnią, ten najlepiej, nie są wydajne, ten jest w miarę gęsty, reszta jest za rzadka. Kupiłam tylko dla zapachu. Robi to, co ma robić. Nie wiem czy kupię ponownie.

10. Bath&Body Works żel pod prysznic z granatem i cytryną

Pachnie bardzo ładnie, nie wysusza skóry, myje;) Jak zawsze zachwycam się wydajnością tych żeli. Nie wiem, czy kupię ten zapach ponownie, ale żel B&BW na pewno tak.

11. Batiste suchy szampon blush

Włosy mi się bardzo przetłuszczają, stąd, żeby nie myć ich codziennie, a co drugi dzień, muszę używać suchych szamponów. Dotychczas kupowałam te z Batiste, mimo, że zostawiają biały osad i trzeba użyć tonę lakieru do włosów, by się go pozbyć. Na szczęście znalazłam swojego ulubieńca [wkrótce na blogu], więc Batiste raczej ponownie nie kupię, ale pewnie jeszcze zawitają w zużyciach, bo mam kilka zapasów.


12. Auriga Flavo-C serum

Z początku się nim zachwycałam, później cieszyłam się, że się skończyło. Moja skóra kocha witaminę C, ale to się nie wchłania, dlatego nie mogłam używać go na dzień, tak jak powinnam. Szukam czegoś lepszego.

13. La Roche Posay Effaclar K

To krem, którego działanie nie jest tak szybkie jak w przypadku Effaclar Duo. Tutaj musimy poczekać kilka tygodni. Bardzo dobrze oczyszcza skórę, delikatnie pomaga pozbyć się zaskórników. Trochę średnio matuje, więc przerzuciłam się na Effaclar Duo, który niestety ma zmieniony skład i już mnie tak nie zachwyca, ale o nim niedługo na blogu. Raczej na razie nie kupię Effaclar K ponownie, ale średnio raz w roku chętnie do niego wracam.

14. Ziaja liście zielonej oliwki maseczka regenerująca z kwasem hialuronowym skóra normalna, sucha, wrażliwa

Bardzo dobrze nawilża:) Lepiej niż glamglow niebieska:) można ją zostawić na noc, ja nie lubię, bo pewnie by mnie zapchała. Polecam! Saszetka starcza na 3 użycia [same policzki]

15. Ziaja liście zielonej oliwki maseczka oliwkowa kaolinowa z cynkiem oczyszczająco-ściągająca.

Mimo, że mam tłustą skórę, wybitnie nie lubię produktów z cynkiem. Tak ja przypuszczałam, podrażniła mi policzki. Na strefie T trochę ściąga, czego nie lubię, ale całkiem dobrze oczyszcza. Saszetka starcza na 3 użycia [strefa T).



16. Giorgio Armani flash lacquer w kolorze 521

Mój ulubiony błyszczyk typu 'nie wiem jaką szminkę mam dzisiaj użyć', 'jestem chora, mam suche usta, ale chcę im nadać delikatny kolor' itd. Trochę czuć go na ustach, ale mi to nie przeszkadza. Miałam go równo rok. Kupię ponownie, ale tym razem inny kolor.

17. Maybelline Mega Plush tusz do rzęs

Rozdziela rzęsy, delikatnie je wydłuża i pogrubia. To nie jest moja ulubiona maskara Maybelline, ale bez przymusu ją zużyłam. Nie kupię ponownie.

18. Marc Jacobs Remedy Conceal Pen

Trochę za żółty, delikatne krycie. Na plus - widoczna kontrolka zawartości i chłodzący aplikator. Nie kupię ponownie, bo ma za małe krycie, poza tym znalazłam lepszy korektor.

19. Hourglass Liquid Powder Foundation Mattifying Oil Free

Wow! Bardzo fajny podkład do tłustej skóry, jednakże za ciemny. Zajrzałam na stronę amerykańskiej Sephory w celu kupna jaśniejszego koloru, jednak jasnym kolorów jest chyba z 10, a ja wolałabym go w ciemno nie wybierać, stąd na razie się wstrzymam z zakupem. Ale naprawdę fajny:)



November 2, 2014

Hourglass Ambient Lighting Blush Palette



Chyba każdy słyszał o słynnych pudrach i różach marki Hourglass. Moim pierwszym zakupem z tej firmy była paleta trzech pudrów, jednak zupełnie się u mnie nie sprawdziła, więc poszła w świat. Następnie skusiłam się na róż w jasnoróżowym kolorze o nazwie Ethereal Glow, który możecie podziwiać (lub nie) tutaj. Róż tak bardzo mi się spodobał, że od razu chciałam zamawiać kolejne, jednak na Twitterze pojawiły się plotki o rzekomej palecie, więc postanowiłam na nią poczekać. I się doczekałam. W poprzednim poście pokazywałam moją kolekcję różu. Jak mogliście zauważyć [albo i nie] przeważają u mnie różowe róże, mam tylko dwa w innym kolorze, dlatego tak niecierpliwie czekałam na tę paletę. Nie lubię pomarańczowego koloru, osobno nigdy bym go nie kupiła, ale postanowiłam sprawdzić jak będzie wyglądał na moich policzkach.
W palecie mamy trzy kolory - Luminous Flush - szampański róż zmieszany z pudrem Luminous Light, Incandescent Electra [występuje tylko w tej paletce] - chłodny brzoskwiniowy kolor zmieszany z pudrem Incandescent Light, Mood Exposure - delikatna śliwka zmieszana z pudrem Mood Light. Każdy ma 3,3g, pojedynczy róż ma 4.25g. Wszystkie są bardzo napigmentowane [w moim przypadku zawsze muszę mieć w pogotowiu duży pędzel do roztarcia pigmentu:)] i utrzymują się ponad 14 godzin na mojej tłustej skórze w różnych warunkach. Schodzą bardzo równomiernie, nie zostawiają plam. Czym róże Hourglass różnią się od 'zwykłych' róży? Nie są takie 'płaskie', mimo, że nie są w kremie, wtapiają się w skórę, przez co wyglądają bardzo naturalnie. Jestem bardzo zadowolona z tej paletki i czekam teraz na premierę paletki z cieniami do powiek. Paletkę można kupić w amerykańskiej Sephorze [w Europie wysyłka do UK, Norwegii, Niemiec i Holandii), Spacenk (£56) [dotychczas trwała przedsprzedaż, od wczoraj trwa już jej regularna sprzedaż], polecam - przesyłka tylko £5, Net-A-Porter (€68), przesyłka €15. Hourglasscosmetics.com także oferuje przesyłkę do Polski, ale właśnie sprawdziłam i za róż wyszłoby około 254 złote + przesyłka około 132 zł normalna i 172 zł priorytetowa:D


Luminous Flush


Incandescent Electra


Mood Exposure

This is English content

October 31, 2014

My Blush Collection

Dzisiaj będzie krótko i zwięźle, a przynajmniej postaram się, żeby tak było:) Pokażę Wam dawno obiecany post, czyli moją kolekcję róży. Brakuje tu tylko najnowszej paletki Hourglass, którą pokażę osobną w przyszłym tygodniu.
W ramach wprowadzenia - zdaję sobie sprawę, że mam za dużo róży i kto to zużyje i co ty z tym robisz i po co, lepiej mieć jeden a porządny itd. Róży używam dopiero od 3?4? lat i nie wyobrażam sobie bez nich makijażu. Jak widać na poniższym zdjęciu, przeważają u mnie różowe róże;) Jak je noszę? Co tydzień w niedzielę wieczorem wybieram dwa róże, które będę w danym tygodniu nosić. Prawie wszystkie są różowe, więc zawsze będą mi pasować do makijażu. Noszę je rotacyjnie, każdy po kolei, staram się jak najszybciej zużyć kremowe, bo mają najkrótszą datę ważności. Jedne uwielbiam, inne kocham, jednego nie lubię;) Wszystkie oprócz jednego były już na moim blogu recenzowane, stąd przy każdym opisie pojawi się link odsyłający do recenzji. Miało być krótko, więc zaczynam:


Pierwszy rząd


1. Burberry Fresh Glow Blush w kolorze Pink Azalea no. 23 recenzja

Wygląda bardzo niepozornie, na skórze prawie go nie widać, jednak po jakimś czasie trochę ciemnieje. Ma delikatny efekt chłodzący, wygląda bardzo naturalnie i utrzymuje się aż 14 godzin na skórze. Jeden z moich ulubieńców.

2. Guerlain Meteorites Blossom Bubble Blush w kolorze 01 Pink recenzja

Tandetne opakowanie, ciekawy zapach i jeszcze ciekawszy efekt. Bardzo łatwo go się rozciera, ale na mojej tłustej skórze wytrzymuje tylko około 6 godzin. Mimo tego, bardzo chętnie po niego sięgam.

3. Becca Beach Tint Shimmer Souffle in Lychee/Opal recenzja

W opakowaniu nie wygląda za ładnie, ot taki dziwny mus. Za to nadrabia na policzkach - okazuje się bowiem, że opalizujących cząsteczek wcale nie jest w nim za dużo. Utrzymuje się ponad 10 godzin, wygląda bardzo naturalnie i nie trzeba do niego dobierać rozświetlacza. Nie tylko na lato.

4. Chanel cream blush w kolorze 65 recenzja

Bardzo trudno mi się go rozciera, do tego wybrałam sobie za ciemny kolor, który tego roztarcia niestety wymaga. Utrzymuje się do sześciu godzin.

5. Chanel Joues Contraste w kolorze 70 Tumulte recenzja

Pachnie różami, delikatnie obsypuje się przy nakładaniu [na szczęście nie na policzki, a raczej na opakowanie]. Kolor nazwałabym uniwersalnym, będzie pasował każdemu. Przyzwoity ośmiogodzinny czas noszenia. Mój pierwszy wypiekany róż.

6. Chanel Joues Contraste w kolorze 88 Vivacite recenzja

Mój drugi wypiekany róż:) Kolor zdecydowanie odważniejszy. Przyznam, że trochę bałam się tego fioletu, ale ciekawość zwyciężyła. Bardzo napigmentowany, wymaga dużego pędzla, by go od razu mocno rozetrzeć. Idealny zimny kolor.

7. Dolce&Gabbana róż w kolorze Provocative 40 recenzja

To jeden z moich ulubionych róży, mimo jego nieidealnej trwałości. Kolor znowu jest uniwersalny, jednak ma w sobie coś takiego, że częściej sięgam po niego, niż po Tumulte 70. Zakupiony w Hiszpanii, dzielnie ze mną wrócił do Portugalii i bardzo często gości na moich policzkach.

Drugi rząd



8. Hourglass Ambient Lighting Blush w kolorze Ethereal Glow recenzja

Zdaję sobie sprawę, że ten kolor może nie podobać się każdemu, jednak ja wiedziałam, że musi być mój. Delikatnie się obsypuje przy aplikacji, ale nałożony na policzki wytrzyma tamże długie godziny. Dzięki niemu kupiłam paletkę róży Hourglass, świetna jakość.

9. Diorblush Trianon Edition 946 recenzja

Wielkie rozczarowanie. Kolor piękny, pigmentacja tragiczna. Nie pomaga tarcie, trochę pomaga skrobanie;) Niestety skusiłam się na niego przez pewną znaną polską blogerkę, która dostała go za darmo i wychwalała go pod niebiosa. Nie, nie mam wadliwej sztuki. Macałam ich chyba z 10, wszystkie są takie same. Niedługo pewnie wyląduje w koszu.

10. Guerlain Cherry Blossom Blush Sakura recenzja

Kolejny ulubieniec. Musiałam go ściągać aż z Singapuru, bo nie był dostępny w Europie. Pięknie pachnie, nadaje bardzo delikatny efekt i trzyma się przyzwoite 8-10 godzin.

11. NYX róż w kolorze Taupe

Jedyny bez recenzji. Kupiłam go do konturowania, jednak okazał się dla mnie za czerwony(?), dlatego przez kilka miesięcy leżał w łazienkowej szafce. Rok temu miałam ważną prezentację, oczywiście miałam katar i czerwony nos, dlatego stwierdziłam, że nie mogę mieć różowego różu, bo będę wyglądała jeszcze gorzej. Z pomocą przyszedł mi NYX, wygląda całkiem fajnie, niestety po czterech godzinach go już na policzkach nie ma

12. Chanel Les Beiges Healthy Glow Multi-Color 02

Jego także kupiłam z zamiarem użycia go do konturowania, jednak okazało się, że lepiej sprawuje się jako róż. Lepiej wygląda przy delikatnie opalonej skórze, niż mojej aktualnej, ale nadal chętnie po niego sięgam:)


Podsumowanie? Moją pierwszą myślą, było to, że mam tylko 12 róży?! Myślałam, że mam ich więcej;) Udało mi się zdenkować tylko 4 róże od czasu, gdy zaczęłam je nosić, czyli jakieś 3-4 lata. Chyba nie jest tak źle, prawda?

October 28, 2014

Ren Flash Rinse 1 Minute Facial

Cześć:)

Wracam po krótkiej przerwie spowodowanej chorobą, na szczęście ja już czuję się lepiej, tylko nos jest nadal czerwony:)

Dzisiaj chciałabym pokazać Wam moje ostatnie odkrycie, maseczkę z witaminą C firmy Ren, Flash Rinse 1 Minute Facial.


Na wstępie muszę przyznać, że kupiłam ją z ciekawości. Lubię witaminę C w kosmetykach, ale trudno było mi uwierzyć w maseczkę, która ma zadziałać w jedną minutę. W składzie oprócz niej, ma także kwas bosweilowy i magnez. Producent zapewnia, że po jej użyciu nasza skóra będzie napięta, bez obrzęków i rozświetlona. Produkt ma konsystencję żelu, pachnie niby cytrusowo, da się wyczuć charakterystyczny zapach witaminy C w kosmetykach. Ma także grudki jak delikatny peeling. Witaminę C należy aktywować poprzez wmasowanie jej zwilżonymi palcami. Zostawiamy na 60 sekund i gotowe. Zmywa się ją bardzo łatwo, nie zostawia po sobie tłustego filmu. Czyli całość łącznie z nałożeniem trwa 90 sekund. A efekt? Jest. Jeszcze muszę szybko przypomnieć, że mam ekstremalnie tłustą strefę T, tylko tłuste policzki, do tego moja skóra jest bardzo wrażliwa, skłonna do alergii, AZS i jeszcze mam naczynka. Stwierdziłam, że zaryzykuję i nałożę ją na całą twarz, jako, że naczynka lubią witaminę C. Po pierwszym użyciu byłam zachwycona. CAŁE zaczerwienienie zeszło. Z powodu problemów zdrowotnych bardzo często mam obrzęki na twarzy [tak, tylko na twarzy]. Ich także nie było. Zmarszczki były;) ale napięte. Całość rozświetlona. Producent zaleca używanie maseczki co 3 dni. Po pierwszym użyciu efekt utrzymał się jeden dzień. Byłam trochę zawiedziona, bo maseczka nie jest tania, i mimo, że początkowo podeszłam do niej sceptycznie, ale po zobaczeniu jej działania, chciałabym, żeby podziałała trochę dłużej. Mimo tego, postanowiłam dalej ją stosować, u mnie wychodziło to co jakieś 4 dni, czasami co 5. Po kilku zastosowaniach efekt był widoczny nawet kilka dni po aplikacji. Teraz mogę powiedzieć, że moja skóra jest rozświetlona cały czas, zmarszczki napięte, delikatny efekt drenażu jest widoczny. Do tego, co dla mnie najważniejsze, budzę się bez mocnego zaczerwienienia i to nie tylko rano po nałożeniu maseczki! Efekt utrzymuje się kilka dni, do kolejnej aplikacji. Jest to dla mnie nowością, różnica jest zauważalna nie tylko dla mnie. Bardzo polecam!


Hi:)

Today I would like to show you my latest discovery, Ren Flash Rince 1 Minute Facial with water activated vitamin C.


I have to admit that I was very sceptic about this face mask, yet very curious. I've been thking of getting it since it's been released and I finally decided to give it a go. I love face products with vitamin C, but I wasn't so sure about this 1 minute miracle, because how can it work after only one minute? It contains vitamin C, boswellic acid and magnesium. REN claims that this product makes our skin firm, toned and glowing. This mask is a weird smelling [you can defnitely smell vitamin C in it] very subtle face scrub/gel. You have to apply it, then damp your fingers and massage your face to activate vitamin C. Leave it for 60 seconds and rinse off. So the whole process with application takes 90 seconds. You might ask how it works of if it works at all. It does. I have to add quickly that my T zone is extremely oily, my cheeks are only oily;) my skin is prone to allergy, very sensitive and prone to redness. Ren recommends using it every 3 days. After first application I was really surprised as my skin was really toned and all redness was gone, although the effect lasted one day only. I was a little disappointed since it was pricey. Anyway, I kept applying it every 4, 5 days and I have to admit that after a few application the results started lasting much longer. I wake up every day without any redness which is so rare to me. My face is also glowing and I am not the only one who has noticed it. I am very happy with this mask and I recommend it to anyone!


October 20, 2014

Clinique Line Smoothing Concealer

Hej:)


Dzisiaj chciałabym Wam pokazać najbardziej kryjący korektor z którym miałam do czynienia:) Kupiłam go w czasie promocji w Sephorze, udało mi się go zdobyć w bardzo niskiej cenie. Niestety z góry wiedziałam, że 02 Light będzie dla mnie za ciemny, ale miałam w domu już bardzo jasny korektor Astor, który służy mi do rozjaśniania, dlatego też go wzięłam. Mam swój ulubiony korektor pod oczy i na zaczerwienienia, jednak czasami potrzebuję czegoś mocno kryjącego na wypryski. Clinique sprawdza się do tego idealnie. Wystarczy go rozjaśnić, nałożyć, przypudrować i utrzyma się cały dzień:) Pod oczami wygląda w miarę ok, ale tutaj jest problem koloru, bo im bardziej go rozjaśniam, tym bardziej traci on swoje właściwości, przez co już tak dobrze nie kryje, dlatego tam go nie używam. Jestem nim zachwycona! Na szczęście nie muszę go za często używać, ale zawsze mam go w pogotowiu i nigdy mnie jeszcze nie zawiódł. Macie jakieś ulubione korektory na wypryski?




This is English content

October 17, 2014

MAC Plumful

Nie lubię szminek MAca. Miałam trzy, wszystkie jednakowo wysuszały mi usta. Od prawie dwóch lat marzyła mi się szminka w kolorze Plumful, ale zdecydowałam, że już nigdy nie kupię szminek MAC, a jako, że ja zawsze dotrzymuję słowa, szminka ta pojawiła się u mnie dopiero, gdy udało mi się uzbierać sześć pustych opakowań w ramach akcji BACK2MAC.


Kolor opisałabym jako malinę wchodzącą w śliwkę;) to najczęściej sprzedawany kolor jesienią. Jest piękny. Dlatego był na mojej chciejliście. Wracając jeszcze do moich poprzednich szminek MACa, dwie z nich miały wykończenie Lustre, stąd wszyscy się dziwili, jak one mogą mnie tak wysuszać, skoro one są nawilżające. No cóż, moje usta są bardzo wrażliwe. Plumful ma także wykończenie Lustre, które można stopniować, od lekkiego zabarwienia ust, po pełen kolor. Usta są błyszczące, szminka ładnie pachnie, dobrze się ją aplikuje, ale niestety pod dwóch godzinach rozmowy bez jedzenia, znika bez śladu. Usta są po niej trochę ciemniejsze. Również podsusza delikatnie usta, ale nie tak mocno jak np Lustering czy Milan Mode. Tamte kolory nosiło mi się bardzo niekomfortowo, ten nosi się lepiej, ale do ideału mu daleko:) Czyli to jednak zależy od koloru, a nie wykończenia. Cieszę się, że w MACu można wymieniać puste opakowania na szminki, bo mogłam sobie przetestować ten piękny kolor. Inne firmy powinny wziąć z niego przykład:)



This is English content

October 14, 2014

The Body Shop Wild Argan Oil Miracle Solid Oil For Body And Hair



Ten post muszę zacząć od tego, że po raz kolejny skusiłam się na odżywkę do rzęs. Miałam już trzy produkty, które miały sprawdzić, że będę miała piękne firanki [serum z Dior, serum z Eveline i Xlash]. Żaden z nich nie pomógł, ale chociaż mnie nie podrażnił. Ostatnio skusiłam się na Long4Lashes i nie wspominam tego za dobrze.. Po pierwszej aplikacji trochę mnie piekły powieki, ale było to do przeżycia. Podobno to normalna, dlatego się tym nie martwiłam. Niestety po tygodniu musiałam przestać, bo strasznie swędziały mnie powieki. Mój okulista był na urlopie, nie chciałam iść do innego, więc próbowałam działać sama. Często wspominam tu o moim AZS, pisałam nawet post z produktami, które mi pomagają. Tym razem nic nie pomogło, nawet moje ostatnio ulubione Emolium. Zrezygnowana sięgnęłam po nowy olejek z olejkiem arganowym;) z The Body Shop. Bardzo ładnie pachnie, ale z doświadczenia wiem, że to co ładnie pachnie, fakt, może dobrze nawilżać, ale raczej w moim przypadku nie radzi sobie z plamami AZS. Nałożyłam go na powieki, choć nie byłam pewna, czy sobie tym nie zaszkodzę, w końcu jak się dostanie do oka to chyba będzie szczypać. Nie szczypało. Kolejnego dnia zauważyłam minimalną poprawę. Stosowałam go codziennie przez dwa tygodnie na noc, z każdym kolejnym dniem swędziało trochę mniej, aż w końcu przestało:) W końcu też dotarłam do okulisty, który stwierdził, że już nic nie może zrobić, bo wszystko się zagoiło.
Jestem trochę przeziębiona. Niby nic, ale wiecie jak bolący potrafi być nos od ciągłego wycierania? Na pewno wiecie. Dwa dni temu po raz pierwszy nałożyłam cieniutką warstwę olejku na skrzydełka nosa a po przebudzeniu podrażnienia były dużo mniejsze.
Nakładam go także na inne plamy AZS i nadal nie mogę się nadziwić jak coś, co tak ładnie pachnie, może tak dobrze działać. Można go także nakładać na włosy, łokcie, kolana.
Miałyście już coś z linii Wild Argan? Ja bym chciała jeszcze peeling i balsam do ciała, może żel pod prysznic [zapach!], ale niestety Poznań nie doczekał się firmowego sklepu, a w Douglasach ta kolekcja jeszcze nie jest dostępna.



This is English content

October 11, 2014

PAT&RUB Draining Oil / PAT&RUB Drenujący olej

Miałyście kiedyś kosmetyk, który w ciągu jednej nocy potrafił zdziałać cuda? Ja miałam. Pamiętam, że po użyciu na noc próbki serum Estee Lauder Night Recovery [pierwsza wersja, druga niestety się u mnie nie sprawdza], po przebudzeniu pobiegłam do Sephory po pełnowymiarowy produkt. Jakiś czas temu ta sytuacja się u mnie powtórzyła. Znowu uległam promocji i zakupiłam kilka produktów Pat and Rub w obniżonej o połowie cenie. Właściwie nie wiem dlaczego kupiłam ten olejek, tak po prostu mi się kliknął:)



Jak wiecie, albo i nie:) jestem trochę uzależniona od balsamów do ciała. Moja skóra nie jest sucha, mogłabym kilka dni się nie smarować a i tak nie zauważę znacznej różnicy, ale to po prosty taki nawyk sprzed kilkunastu lat. Codziennie się czymś smaruję. Mogę mieć otwarte trzy balsamy, bo i tak je zużyję. W każdym poście denkowym jest kilka pozycji produktów do ciała. Skoro moja skóra nie jest sucha, moim wyznacznikiem przeważnie jest zapach:) Lubię słodkie, czasami świeże, nie lubię nic ziołowego. Po otwarciu tego olejku trochę się skrzywiłam, wybija tutaj mięta i chyba olej konopny. Jak widać na zdjęciu, w składzie mamy różne olejki - rozmarynowy, geraniowy, oliwkowy, z trawy cytrynowej, miętowy i ten nieszczęsny konopny. Nieciekawa mieszanka zapachowa, muszę to przyznać. Moją pierwszą myślą było - znowu kupiłam jakieś dziwnie pachnące coś, które będę musiała zużyć, bo nie lubię niczego marnować....
Tutaj jeszcze muszę wrócić do tego, że nie mam jakichś szczególnych problemów, ale, jak wiecie z Instagramu, ostatnio trochę chorowałam i od maja musiałam przestać ćwiczyć, a na siłownię chodziłam sześć razy w tygodniu. Ban na ćwiczenia mam jeszcze minimum do listopada, co się trochę odbiło na moim samopoczucie i minimalnie na ciele. Na jednym udzie;) pojawił się delikatny cellulit. Pewnego dnia wieczorem po kąpieli trochę się wzdrygając [zapach!] zaaplikowałam go na całe ciało. Nie klei się, ale trochę mu zajmuje wchłonięcie się. Podejrzewam, że na suchej skórze następuje to szybciej. Potem się ubrałam, zapach trochę wywietrzał, więc o nim zapomniałam. Rano obudziłam się i wreszcie zrozumiałam co to znaczy efekt drenujący. To miejsce, w którym miałam ten delikatny cellulit było gładkie. Wiem, że to brzmi jak bajka, możecie w tym momencie mi nie uwierzyć, ale skóra była idelanie napięta, do tego bardzo dobrze nawilżona i gładka. Olejek zakupiłam sama, nigdy nie napisałabym fałszywej opinii. Jestem tak oczarowana tym produktem, że nawet zapach przestał mi już przeszkadzać i poleciłam go wszystkim znanym mi kobietom borykającym się z problemami skórnymi, tymi, które są na diecie, tymi, które chcą po prostu się oczyścić, w zasadzie to wszystkim:) Na opakowaniu nie ma jakichś szczegółowych zaleceń, ja go używam dwa razy w tygodniu. Co do ceny, jak już wspomniałam, udało mi się go kupić za połowę ceny, szkoda, że wtedy nie uwierzyłam opiniom o nim, na pewno kupiłabym więcej. Jego cena regularna to 89 zł, z tego co widziałam teraz jest na niego promocja i jest o 10 zł tańszy.
This is English content

October 8, 2014

My Essie Collection



Dzisiejszy wpis będzie trochę inny niż zawsze, ponieważ tym razem chciałabym Wam pokazać moją skromną kolekcję lakierów Essie. Mam ich jedenaście i uważam, że to jedne z lepszych lakierów dostępnych na rynku. W Polsce można je kupić w dwóch wersjach - drogeryjnej i profesjonalnej. Oprócz trwałości, różnica jest także zauważalna w pędzelku - drogeryjny jest szerszy. Oprócz tego na opakowaniu drogeryjnych lakierów widzimy biały napis Essie, a na profesjonalnych napis Professional Application. Tę wersję można kupić w Superpharm i Hebe. Często widzę narzekania dziewczyn, że lakiery na pewno są źle w tych miejscach przechowywane, bo się rozwarstwają. Na targach Beauty Vision w Poznaniu rozmawiałam z przedstawicielką marki Essie, która mi powiedziała, że wszystkie się rozwarstwaiają, taka ich natura. Wystarczy je wstrząsnąć i są gotowe do użytku. Niektóre są na białej bazie, przez co trochę trudniej się rozprowadzają, niekótre wytrzymują na paznokciach trochę dłużej niż pozostałe. Najstarszy lakier w mojej kolekcji to Mohito Madness, mam go dwa i pół roku. Kolejny był Chinchilly, który kupiłam we wrześniu 2013, reszta jest młodsza niż rok.


po lewej pędzelek drogeryjny, po prawej profesjonalny



Zacznijmy od ciemnych lakierów:



Luxedo - bardzo ciemny fiolet. Po dwóch warstwach uzyskujemy prawie czarny kolor, pod światłem i na słońcu mieni się na fioletowo. Bardzo ciekawy jesienno-zimowy odcień. Nie ma białej bazy, przez co rozprowadza go się bardzo dobrze. Szybko schnie i utrzymuje się na paznokciach około 4 dni.

Cashmere Bathrobe - ciemnoszary ze srebrnym brokatem, który nie jest wyczuwalny w dotyku. Jest dosyć gęsty [biała baza], przez co maluje się nim trochę trudniej. Szybko schnie i utrzymuje się na paznokciach około 4 dni.

Mezmerised - kobaltowy. Aplikacja średnia, ten również jest gęsty, ale również szybko schnie i utrzymuje się na paznokciach około 4 dni.

Mohito Madness - wersja amerykańska. Ma cieńki pędzelek, tak jak nasze profesjonalne. Aplikacja utrudniona przez ten pędzelek. Schnie szybko i utrzymuje się na paznokciach około 6 dni.

Fashion Playground [LE]
- miętowy z drobno mielonym srebrnym brokatem. To jedyny lakier z mojej kolekcji, który do potrzebuje aż trzech warstw do pełnego krycia. Szybko schnie i wytrzymuje 7 dni. Wersja profesjonalna, nie lubię tego pędzelka.

Truth Or Flare [LE] - błękitny. Nakłada go się całkiem nieźle, byłby ideałem, gdyby nie znowu cienki pędzelek w profesjonalnej wersji. Utrzymuje się na paznokciach siedem dni.



Solo Mate - bordowy w stronę maliny;) To mój ulubiony ciemny lakier.W rzeczywistości jest trochę jaśniejszy niż na zdjęciu, jest taki jak w butelce, nie na próbniku, nie wiem dlaczego mój aparat nie może tego złapać. Nakłada go się jak marzenie, nie jest gęsty, szybko schnie i utrzymuje się pięć
dni.

Island Hopping - brudny róż. Na białej bazie, przez co średnio się go nakłada, ale kolor bardzo mi się podoba, przez co noszę go bardzo często. Szybko schnie i utrzymuje się na paznokciach cztery dni.

Lady Like - różowawy beż. To jest mój ulubiony lakier z całej mojej kolekcji, nie tylko Essie. Całkiem dobra aplikacja, szybko schnie i utrzymuje się cztery dni.

Chinchilly - beżowo-szary. Najczęściej używany przeze mnie lakier, jego poziom sięga już tylko pierwszego S w słowie Essie;) Pasuje do wszystkie, szybko schnie, jednak od pewnego czasu coraz gorzej się go nakłada. Utrzymuje się cztery dni.

Mademoiselle - mleczy róż. Na wzorniku nałożyłam trzy warstwy, żeby było go dobrze widać, normalnie noszę jedną. To jest jeden z tych lakierów, który nigdy nie będzie miał pełnego krycia. Noszę go zawsze, gdy mam krótkie paznokcie [np teraz]. Mimo, że jest jasny, nie jest na białej bazie, więc ma płynniejszą konsystencję, przez co nakłada go się bardzo dobrze. Utrzymuje się trzy dni.

Moim ulubionym jasnym kolorem jest Lady Like, ciemnym Solo Mate. Najmniej lubianym jest Mohito Madness. Nie pamiętam dlaczego go kupiłam, nie podoba mi się za bardzo ten odcień zieleni. Myślę, że niedługo go wyrzucę, bo chyba bez sensu szukać w rodzinie i znajomych chętnej na 2,5 letni lakier;)
Który lakier z mojej kolekcji podoba Wam się najbardziej? Lubie lakiery Essie? Macie swoich ulubieńców?
This is English content